LITERATURA SZTUKA FILOZOFIA ESEJE RECENZJE FELIETONY WIERSZE OPOWIADANIA
______________________________________________________________________

Recenzja: Dawid Brykalski, Magdalena Zaleska TAXI, TAXI!



HOMEROWIE POLSKIEJ ULICY


Autor: Jan Siwmir


„Ludzie to dziwni som” – mówi mój znajomy kolega, Waldek, i trudno się z nim nie zgodzić. Wprawdzie wcześniej to samo wyśpiewywał Niemen, a tak w ogóle powyższe stwierdzenie bywa przecież punktem wyjścia wielu filozofów, ale Niemena ani żadnego filozofa osobiście nie miałem przyjemności spotkać, a Waldka i owszem. Spotykam go codziennie jak wychodzę o piątej rano robić zdjęcia pająkom, biedronkom i ślimakom. Waldek zbiera butelki i dziwi się za każdym razem tak samo, że ja o nieludzkiej porze usiłuję zastygnąć w powykręcanych pozach i na bezdechu nad jakimś zielskiem. Widzę w jego oczach natychmiastowe przeliczniki: plecak z akcesoriami okołofotograficznymi – miesiąc picia, kurtka i buty – miesiąc picia z kolegami, sprzęt i aparat fotograficzny – miesiąc picia z kolegami czegoś lepszego niż zwykła siara.

Jak tak się sobie poprzyglądamy nawzajem, to dzień mam wrażenie dla nas obu zaczyna się bardziej satysfakcjonująco, bo z poczuciem własnej, może małej, ale istotnej odrębności.

Podobne uczucie miałem czytając „Taxi, taxi”. Zetknięcie światów, trochę podobnych, bardzo podobnych, różnych, odrębnych. I świadomość tej odrębności. Filozofia dialogu, gdzie spotkanie z drugim człowiekiem to coś więcej niż relacja człowiek – stół, człowiek – drzewo. Spotkanie jako wstęp do poznania czegoś, czego nigdy sami nie mielibyśmy okazji przeżyć, a więc i zrozumieć czy zaakceptować.

Przyjrzyjmy się galerii postaci występujących w tekście. Bohaterami są tu nie tylko ci, którzy zetknęli się bezpośrednio (autorzy i taksówkarze), ale i ci, którzy występują niejako „z drugiej ręki”, o których się mówi długo, i których losy coś w nas poruszyły, zostawiły ślad. Oto matka trzynastoletniej dziewczyny; nie pozwala pić córce, ponieważ jest na to za młoda, lecz wiek w żaden sposób nie jest przeszkodą dla zaspokajania żądz tatusia czy jego kolegów, matka jest z niej dumna! Kilku mężczyzn przewożących trupa przez granicę, żeby zaoszczędzić sobie formalności, niedojadająca babcia przeznaczająca wszystkie pieniądze na ulubione radio, ksiądz potrącający przechodnia i tuszujący przestępstwo, alkoholiczka wzywająca taksówki, żeby „podwiozły” jej alkohol na ósme piętro, bo mąż ją zamknął w domu...

Mnie najbardziej urzekła historia zakochanego, wychodzącego dzień w dzień o tej samej porze na stację z kwiatami, gdzie czekał na ukochaną, która od dawna już do niego nie przyjeżdżała. A on ciągle miał nadzieję... Taki niewielki obrazek świadczący o tym, że nie wszystko da się wycenić, przeliczyć i przeznaczyć na handel. Choć wielu osobom tak właśnie się wydaje.

A ile pysznych typów wśród taksówkarzy! Wszystkowiedzący jenerał, mający o sobie mniemanie, że gdyby tylko postawić go na czele armii, jednostki komandosów, albo choćby dać mu możliwość dowodzenia odziałem szturmowym, to ho ho ho, od razu historia, a właściwie Historia pisana przez duże „H”, zmieniłaby swoje oblicze. Kontrowersyjne refleksje byłego kata, nostalgia za zadymami jakie się w młodości organizowało „na dzielnicy”, „chwyty psychologiczne” byłego ZOMOwca, czy opowieści o duchach na pewno metodą plotki już obiły się nam o uszy, lecz niewiele osób tak przejmująco potrafi je opowiedzieć jak Dawid Brykalski i Magdalena Zaleska. Bo język, moi Państwo, to osobna sprawa w tej książce; język żywy, uliczny, taki jakim posługują się taksówkarze, ze swoistymi naleciałościami, konstrukcją stylistyczną, przekręceniami, potocznymi słowami i słowotwórstwem charakterystycznym dla „dzielnic” w danym mieście i niejednokrotnie zrozumiałych tylko przez kontekst. Nie ukrywam, że lubię takie opowieści. Twardo zakorzenione w realiach i stanowiące asumpt do przemyślenia raz jeszcze niektórych tematów. Nawet jeśli refleksje nie są z gruntu optymistyczne. Autorzy bardzo rzadko dają się ponieść komentowaniu, w większości opowiadań nie ma podsumowania, moralizowania i pokazywania swej wyższości. Szanują czytelnika i jego zdanie. Przypomina mi to reportaże Hanny Krall, oczywiście inne w formie, ale równie „nieingerujące”. Tej opcji, na miejscu autorów, byłbym się trzymał na przyszłość. Stąd moja sugestia, by przekonstruować lub w ogóle zrezygnować z historii „Hitler wciąż nie kaput”. Lecz to rzecz jasna moje zdanie.

Z drugiej strony, ze względu na język, nieodparcie nasuwa się skojarzenie ze Stanisławem Wiecheckim „Wiechem”, nazwanym przez Tuwima „Homerem warszawskiej ulicy”.

Tylko jedną historię zamieniłbym miejscami z inną. „Nie lękajcie się” to opowieść zamykająca według mnie pierwszy cykl opowiadań. Wejście autora w rolę taksówkarza. Popatrzenie na otaczające nas zjawiska jego oczami, opuszczenie swojego wewnętrznego świata, przeniknięcie w skórę innego człowieka i zmierzenie się z problemami nowego typu. Nie tylko koniec jest tu ważny, nie tylko słowa Papieża, ale także to o czym mowa na początku, bo tylko po podobnym doświadczeniu na słowa „Dwadzieścia eurosów reszty się dla was należy” można odpowiedzieć „Nie ma tematu”.

Cieszę się, że powstają książki zbudowane jak warstwy Shreka, lekkie w formie i z pozoru rozrywkowe, ale dla wnikliwego czytelnika niosące przekaz, o którym niełatwo zapomnieć.



Dawid Brykalski, Magdalena Zaleska „Taxi, taxi! Albo o ludziach, taksówkach i innych zwierzętach” część 1.