LITERATURA SZTUKA FILOZOFIA ESEJE RECENZJE FELIETONY WIERSZE OPOWIADANIA
______________________________________________________________________

Jest Poezja! Tomasz Sobieraj WŚCIEKLI LUDZIE



nieznajomi
eugeniuszowi tkaczyszynowi - dyckiemu
ludzie przychodzą tacy piękni
jak matka zanim denaturat
zabrał jej urodę
dając chorobę w zamian
to nie był dobry interes z jej strony
rzecki by na to nie pozwolił
denaturat to kompania niegodna ust
kaliope najady także wolą
nektar dzwonków leśnych

a oni przychodzą
zostają tylko butelki
dzwony rurowe
wystarczy napełnić wodą
do różnej wysokości
powiesić na sznurku obok siebie
i dies irae zabrzmi jak u mozarta
requiem dla chorej matki
brzmi jednak fałszywie



wspomnienie

tutaj paśliśmy krowy z tym małym
antkiem od gwaderów co to wpadł
pod kombajn i ucięło mu nogi
wrzeszczał wtedy a po chwili głowa
opadła mu bezwładnie jak
zerwany mak na łące
krew czerwona z zieloną trawą
nie dały nowego koloru
antek zapił się na śmierć octem
i benzyną jak miał szesnaście lat
a my kąpaliśmy się w rzece
kiedy on umierał rżnęliśmy jego
siostrę na brzegu kaczeńce
pamiętam
wystawały jej spomiędzy nóg
śmialiśmy się i piliśmy wino czarnoksiężnik
umierał bez nóg samotnie
ona potem zwariowała była u sióstr
teraz podobno oddaje się na dworcu
w mieście za piwo albo trzy złote
a mnie dalej śnią się kaczeńce
zapach trawy i nogi leżące na
zielonych źdźbłach obok kombajnu
w takich
tanich trampkach



matka

dobra matka kocha swoje dzieci
nie posyła ich na wojnę
nie pozwala by umierały
w nędznych szpitalach
dobra matka uczy swoje dzieci
chroni przed złem
nie okrada mówiąc
że potrzebuje na chleb
a idzie na wódkę

moja matka
jest bardziej macochą niż matką
nosi suknię biało-czerwoną
i krzyżyk na piersiach
a powinna mieć czarną
z trupią czaszką
mówię do niej mamo
z przyzwyczajenia
chociaż mną gardzi
jak większością swoich
dzieci

moja matka okrada mnie
i kłamie
chodzi pijana
oddaje się obcym w bramach
za łyk taniej wódki i papierosa
moja matka niczego nie uczy
poza kłamstwem
jej smutne dzieci umierają chore
w zawszonych barłogach
ale zawsze znajdzie pieniądze
na wojny i igrzyska

moja matka to zwykła kurwa
ale i tak ją kocham jak pies
kopany i lżony
który nie ma innego pana



miłość w mieście wojewódzkim

stara kobieta w bramie z butelką
denaturatu
szczerzy bezzębne usta
w uśmiechu
zaprasza swojego romea podciąga
spódnicę gładzi
dłonią uschniętą
zwiotczałe wargi sromu
romeo rzyga obok przemyka
szczur wlokąc martwego kota
dziecko wbiega prosto pod tramwaj
zgrzytają stalowe koła
szyny
julia odwraca głowę straszny to widok
mały jest sąsiadki spod szóstki idą do nory
w oficynie zażywać miłości
tylko to zostało
oprócz denaturatu i emtiwi



po lekturze czarnego kwadratu

tadeuszowi dąbrowskiemu

martin heidegger powiedział kiedyś
wciągając na kuchenny fartuch
opaskę enesdeape
że zapewne istnieje możliwość
rzeczowego związku pomiędzy
jajkiem i jajecznicą
jajko może mianowicie wpaść
w przestrzeń patelni wyzwalając
skwierczenie grę masła i szczypiorku
nigdy jednak jajko nie tworzy
dopiero
jajecznicy – odwrotnie zakłada ją
jajecznica żółta przestrzeń
ograniczona krawędzią patelni
daje wolne pole nie tylko
smakowi i zapachowi
tu także dźwięk rozbrzmiewa
i cichnie
wybucha i ginie

droga do nieskrytości różna jest od traktu
po którym musi błądzić opinia śmiertelnych
dodał jeszcze martin
podsycając płomień
książką tomasza manna