LITERATURA SZTUKA FILOZOFIA ESEJE RECENZJE FELIETONY WIERSZE OPOWIADANIA
______________________________________________________________________

Poezja: Przemysław Łośko I NIE ZAMYKAJ OCZU PATRZĄC NA PEPIKA


pepik spogląda w niebo

czy po zabiegu powiększania ust
można od razu całować? pepik spogląda w niebo
i duma nad zastosowaniami botoksu. wszystkie
wypełniacze ulegają degradacji, dlatego pepik
prezentuje poziome zmarszczki na czole, bruzdy
nosowo-wargowe z uporem godnym i gapi się
w punkciki na niebie przymierzając je do skroni -
a to koronę północną, a to laur wężownika -
wymyślając poemat dydaktyczny w dwóch tysiącach
heksametrów.

jeden z wielu przykładów dziedzicznej deformacji
dający się zaobserwować w 1800 pokoleniach rodu:
niech inni mają wojny, a dla pepika będą gwiazdy,
des knabes wunderhorn i wałek podatkowy,
no i wspomniane, powiększone usta, habsburskie wargi.



Pepiczek poznaje Cesarza Wszystkich Szadoków

Cesarz udzielił mi audiencji po wstawiennictwie
na właściwym szczeblu. Liczyłem na to, że Cesarz,
będąc magiem i pomazańcem zna odpowiedź
na dręczące mnie pytanie: jaka jest natura następnego kroku?

Wszak musiał Wielki N. objawić mu tę wiedzę,
żywiłem nadzieję, wszak każdy przekrój musi mieć
swoje źródło. Dywan puszył się na mnogich stopniach,
złapałem zadyszkę, a jeszcze nie dotarłem do wrót pałacu.

Usłyszałem: mój drogi, poczęstuj się cuksem, napij likieru.
Trzymaj na języku słodycz. Nie oblizuj warg, pozwól, aby cukier
zbierał się na ich powierzchni, żeby ściekał leniwą, słodką
strugą na brodę. Zgadnij, gdzie spadnie kropla, ciężka od słodyczy.



pepik wstępuje na wielką, pomarańczową drogę

i uśmiecha się, uśmiecha szeroko, przymierza
purpurowe kozaki, przymierza złote oko
i w pomarańczowe ubiera się loki

czy droga za nim jest złota, przed nim co wąskie
zatoka - któż wie, i czy w przystani
pomarańczową łodzią Pani, tego również

nikt nie wie, a przecież nie sposób, płotkiem,
latawcem, kapiszonem, kotkiem
zatrzymać pomarańczowej piosenki, odebrać
pomarańczowej panienki, nie, do jasnej anielki



fafik, pierwszy uczeń pepika

czyni nieopatrznie wyznanie, po czym zostaje
wezwany w charakterze świadka
na wieczór autorski plemienia Pulpów,
dla których delikt pióra i papieru (w skład
którego, jak wiadomo, wchodzą najczęściej
substancje klejące, wypełniające i barwiące
przypadkowo sprasowane włókna) stanowi
komentarz i samoistne źródło zobowiązania
do odszkodowań nadzwyczajnych: sławy,
poważania oraz więcej niż nadobnych
igraszek w parkach i ogrodach działkowych.

pepi, pan i dobroczyńca szorstkomordego koncypienta
nie mógł nie zażądać konfesaty. z duszą na ramieniu
przygotowuje zatem fafik raport w tabelach przestawnych,
korzy się ośmiokrotnie przed lustrem w przedpokoju
i rozmyślając nad wyznaniem drugim pisze skromną
prośbę do wszechwiedzących Pulpów o przypomnienie
treści swojego pierwszego wyznania, które równie
beztrosko jak poczynił - zapomniał



pepik kupuje pompkę, pulower i poduchę w desenia

pasożytom, dżdżownicom, biletom miesięcznym na okaziciela, a także Stronnictwu Wydmuszki

będąc adoratorem pjurnonsensu pepik zaopatrzył się
w pompkę do powiększania gadżetów. nabył natychmiast
od żabki chleb, masło roślinne, serek wiejski, pesto a z wykwintu -
nerkowce i sos vinegrette. na zebrze wyprzedził Mrocznego
w wersaczu, który jak fama niosła tworzył dla nadziei i piękna
uduchowione teksty o życiu porannym rencistów i licencjatu

pepik zrobił popas. wyjął poduchę z poliestrowego plecaczka,
fuf fuf i jeny! katedra! lecz owoż Mroczny minął to świadectwo
wiary obojętnie, przeto dzięki tobie składając pepik wziął chleb,
łamał i smarował masłem roślinnym, wiejskim serkiem i rozdawał
z pesto, wraz z uczniem swoim, szorstkowłosym fafikiem.
oni to dla nas, i dla naszego rozbawienia, wzięli pompkę
i rozmnażali wykwint wiktuału, iżby nikogo w głodzie nie zostawić

ale i temu świadectwu Mroczny nie dowierzył, atoli targały nim
sprzeczne uczucia, bo jego dramatycznie uformowane czoło
przecięła zalotnie bruzda intelektu, a kroki, dotąd chyże i nerwowe,
zyskały dostojeństwa i powagi. tymczasem pepik, przyznajmy
przypadkowo, pompnął jeszcze raz i wnet las drzew nerkowca
porósł Mostową, Groblę, gminę, powiat, a nawet województwo.

I otworzyło się przed fafikiem, pepikiem i Mrocznym, rencistami
oraz licencjatem Niebo Poznania. I runęli z jękiem śmiertelnym
na kolana dzięki Tobie składając, a Ty błogosławiłeś i rozdawałeś
pompki oraz uwagi o filozofii Wittgensteina w wydaniu podręcznym



pepik opowiada, a pepik słucha o rzece dobrych przepowiedni

i nie mogąc otrząsnąć się z wody mystic road
powraca w myślach do chwili pośrodku drogi.
głos, który miał za swój, wieszczy mu stając
na wysłużonym otoczaku, że wątpliwość
bez tożsamości jest ledwie liszajem jak
tamten ostatni, jasny wers: czy zwątpisz?
pepik słyszy swój głos, a potem poddaje się
złudzeniu, że głos dobiegnie go z jeszcze
starszego otworu na inkaust rondem nowalijki:

„obie strony królewskiego traktu porosną zaroślem
lawendy, błękitną, żółtą i różową cystą, makiem,
chabrem, bławatkiem. ty jednak dotknij, dotknij,
dotknij ciemnopurpurowej gądzieli, dotknij asfodeli”



pepik wychodzi z pieśni na opuszczenie żagli,

choć dopłynąwszy za wyspy zielone
do syren o najpiękniejszych brwiach,
lądów niebieskich, pepik już tańczył z jedną
dłonią otwartą ku Niemu, drugą spowitą w mgłach.

pepikowi znów się marzy, że przemierza
nieznane ligi wzdłuż i z dala od przylądków,
że studiuje portulany i przywraca wiatr
pomiędzy rumbami pewności i wielkiej

ciszy jaka rodzi się w nim samym -
nieważne w oku, czy poza okiem cyklonu

__________________________________________
i, że sześć cyklonów wtóruje w rozmarzeniu: oe, oe