LITERATURA SZTUKA FILOZOFIA ESEJE RECENZJE FELIETONY WIERSZE OPOWIADANIA
______________________________________________________________________

Archiwalia: Zygmunt Trziszka O TRZECIM OBIEGU I O MORDZIE PSYCHICZNYM


Wypowiedź spisana z taśmy magnetofonowej nagranej podczas wieczoru autorskiego Wiesława Sokołowskiego w klubie Związku Pisarzy Polskich w Warszawie, 1995 rok.


1.
Jestem dzisiaj zdeprymowany wyjątkowo, bo wszyscy chcą mi dokuczyć, ten się uwziął, że będzie nagrywał.

Taki ciąży obowiązek, że człowiek wspina się - potem skutki są odwrotne od zamierzeń, no ale trudno, trzeba jakoś pokonać inercję i potem dopiero radość z pokonanej przeszkody.

Zacznę od trzeciego obiegu. Nic nie zostało z drugiego obiegu, ponieważ w drugim obiegu występowali tacy agitatorzy, jak np. Szczypiorski, i do dzisiaj pozostał tylko Szczypiorskim - skazani jesteśmy na niego codziennie w telewizji, jakieś festiwale Szczypiorskiego, jakieś urodziny, jakieś święta, a po prostu jest to agitator, pod tytułem Notatnik Stanu Wojennego. Jak dziś pamiętam - pojawił się w trzeci czy w czwarty dzień Stanu Wojennego w „podziemiach literatury” na Krakowskim Przedmieściu, taka stołówka tam była, że można było zjeść placek za 10 zł. Jak sobie przypominam obecnie przebywający w Kanadzie Brycht powiedział: osiedlaj się w Warszawie, tam jadło słuchaj, tam obiad masz za dziesięć złotych. Tam, jak Państwo dzisiaj pójdą, to nawet przy milionie nie można się najeść, przy oficjalnej związkowej kulturze i przy oficjalnych związkach, które zawładnęły tym budynkiem i do dzisiaj nas tam nie wpuszczają ani na placek ani na te delicje, które sobie tam serwują.

Jak to się stało, że tylko ktoś taki jak tutaj siedzący Sokołowski, i ktoś taki jak Hugon Bukowski, bo o sobie tego powiedzieć nie mogę, chociaż o sobie też nic złego powiedzieć nie potrafię – napisałem około 30 książek, w tym (głos z publiczności: bardzo dobrych) podobno, tak, w tym w nurcie, którą reprezentuje Sokołowski większość. Nawet do tego doszło, że tylko właściwie po nas zostanie nurt, który reprezentuje Sokołowski, tak bym to nazwał.

2.
Naukowcy nazywają Sokołowskiego że on jest z performansu art - nigdy nie słyszałem, żeby on operował tym terminem. Otóż miej więcej w latach siedemdziesiątych, na początku, a mamy tu sztandarowych performanserów, oprócz Sokołowskiego jest na sali Geno Małkowski. Performans polega na tym także, że się dokonuje dokumentacji swego działania – i tak do końca nie wiadomo co jest najważniejsze - dokumentacja na wideo, w papierach czy w innej formie. Nie są to jakieś wymyślone „awangardowe” pomysły, rzeczywistość zmusza artystę prawdziwego do zachowania adekwatnego w stosunku do rzeczywistości w której mu przystało żyć, wypadło żyć czy został zmuszony żyć - że nie będąc wtórny, nie będąc kwaziartystą przybiera postawy takie, które wymaga od niego rzeczywistość - to nie znaczy, że poddał się tej rzeczywistości.

Dlatego zaczęliśmy od wystąpienia Pełczyńskiego - ci Państwo, którzy byli na tamtym spotkaniu, to się orientują, że wypadło nam żyć w rzeczywistości można powiedzieć koncentracyjnej. To jest określenie moje, może trochę źle się kojarzące, bo ktoś mówi, że straszność obozów koncentracyjnych, którym śmierć była głównym wyróżnikiem, nie jest nadużyciem kiedy ja mówię, że rzeczywistość, która nas spotkała w okresie w którym myśmy żyli i w dalszym ciągu żyjemy, że to jest zmutowany gnijący totalitaryzm chowu właśnie poskomunistycznego. Jego największym grzechem w stosunku do twórców jest to, że nie stosuje przemocy brutalniejszej niż stosuje. Proszę sobie wyobrazić literaturę rosyjską i narodów tych, które żyły pod całkowitą dominacją Rosji, że tam totalitaryzm w stosunku do twórców był tak dojmujący, że literatura była wybitna. Spójrzmy co się działo w pierwszym drugim obiegu Braunów i tych wszystkich kolaborantów, którzy poszli na wspólpracę przymilnie łechcąc Bieruta, potem no Gomółki się łechtać nie dało, bo Gomółka był jakiś taki nie czuły na nawet na wdzięki Sokorskiego; mówię tutaj w dosłownym znaczeniu, bo Sokorski to tzw. typ przyjemniaka przecież, mówiąc nawet nie złośliwie, człowiek który tego Gomólkę znał od dziecka i razem tego, ale tam nic nie dało się zrobić. No i jaką mamy literaturę po tym wszystkim, ja nie chciałbym nadużywać, bo może nadużyje tutaj niewiary mojej i waszej, naszego dzisiejszego bohatera, że może tylko trzeci obieg zostanie po nas. No tak się zapowiada – do trzeciego obiegu mogę zaliczyć jeszcze będące tutaj na vizji inne osoby – Hugon Bukowski jak znam jego życiorys jest właśnie trzecio obiegowcem do tego stopnia, że doznając wobitacji takich psychicznych na myśl o jakiejkolwiek współpracy z jakimkolwiek organem tamtejszego czasu uchował się jako tzw. prawiczka literacka. Mówię tak po prostu i tak brutalnie, ale tak można by powiedzieć – no ja do jego dziewictwa mam zastrzeżenie, bo wtedy moje rozdziewiczenie wychodzi mi na nieczyste - bo wydawałem w tym czasie książki.

3.
Pamiętam jak tzw. drugoobiegowcy, czyli ci wszyscy agitatorzy, łącznie z Nowakowskim, ale jeszcze to mała jest bieda taki Nowakowski, autor Stanu Wojennego, jaka to była straszna przemoc - no wiadomo, że ginęli ludzie i przemoc była, ale to było takie łechtanie większości społeczeństwa i tylko jakieś skrytobójcze prawda mordy, o których nie byliśmy pewni, czy one na pewno się odbyły, ponieważ własnej śmierci to przeważnie pacjent nie tylko w szpitalu jest winien prawda, ale tak samo na ulicy; no ostatnio zabili kogoś tam na Dworcu Centralnym - o czym pisze Gazeta Polska - że policjant tak wymierzył cios milicyjny, tzn. cios w zdrowego człowieka; o, leży tu jakiś to chyba zdrowy, no, a przeważnie pada na kogoś osłabionego albo, że ma lekarstwa, albo, albo, że ma swoje jakieś lata, jak mój kolega, sąsiad, przydusił raz jednego wybitnego pisarza nie spodziewając się, że ma coś on z tętnicami szyjnymi, to zaraz na dwa lata trafił do więzienia - bo w ogóle nie należy używać pięści, kiedy można użyć ciężkich słów. Wprawdzie żaden totalitaryzm od ciężkich słów się jeszcze nie przewrócił.

Nic nie zostało z drugiego obiegu, po prostu zostały agitki, wymieniam jeszcze raz Szczypiorskiego, wymienię pozostałych w dziedzinie poezji została tylko tzw. taka, no, postmiłoszowska poezja i ona ryta prawda na pomnikach w jednym czy drugim miejscu jakoś się ocala i nie jestem takim zazdrośnikiem, by komuś zazdrościć Nobla, chociaż raczej z politycznych względów mu przyznali.

4.
Ale wracajmy do naszego bohatera. Nasz bohater dzięki temu, że po prostu nie mógł się inaczej zachować - on właśnie w swojej twórczości bardzo często daje to do zrozumienia, że to nie jest jego zasługa. W pewnym momencie tak pisze - właśnie na potwierdzenie rozpoznań moich, że to jest koncentracyjny system - mówi tak, hitlerowcy (no to oczywiście prozą musze to powiedzieć - w wierszu miej więcej taka jest sytuacja przekazana), że hitlerowcy dla kapo czyli funkcjonariuszy mieli specjalne, lepsze jadło (nie przekręcam), że mieli łagodniejsze formy działania. My jesteśmy ciągle jakimś jadłem przekupywani w tych koncentracyjnych czasach, no coś tam przysługiwało czy przysługuje...

Człowiek zapisał się do ZLEPU. Ja już nie byłem zmuszany przez „wielką postać literatury” - pt. Kazimierz Brandys: nie posyłał nigdy do mnie, bo już nie załapałem jego okresu – to, co spotkało Buczkowskiego - chodziło o zawiadomienie, proszę się stawić na posiedzenie sekcji literatury pod rygorem wykluczenia z naszego grona. No mówi na to Buczkowski: nie mogłem się pojawić, bo nie miałem spodni. Byłem bez spodni, można tak powiedzieć, niby miałem spodnie, ale gdyby mnie w tych spodniach Bratny zobaczył – major Bratny mieszkał po sąsiedzku i nawet nie był wrogiem Buczkowskiego, obie Wahlówny tam posyłał do szkoły, żeby malować się uczyły. Ja przejdę do Buczkowskiego jako pierwszego performansera, ze względu na wiek - bo Polska miała nurty nowoczesne w twórczości, o tym nikt nie wie, ani nikt wiedzieć nie chce, bo kto o tym ma powiedzieć i gdzie, kiedy wiadomo, jaki garnitur występuje w telewizji i kogo pytają o nas, piszących, w poniewierce i często bez spodni. No więc Buczkowski - ja to odkryłem dopiero odkrywszy dla siebie Sokołowskiego, zorientowałem się, że mam alibi na swoje istnienie, że trwałem pomimo, przepraszam, że brzmi to jakoś tak patetycznie, ale ja muszę tak mówić, bo nie rozdziewiczony, dzięki uporowi wewnętrznemu Bukowski, często daje mi do zrozumienia, że my z Genem i z panią Kluzową, to nie jesteśmy tacy czyści i że w niektórych środowiskach to się mówi, no że nas tam nie powinno się poprosić - pisał kiedy myśmy nie pisali, prawda, malował kiedy było to hańbą, no nie wiem jeszcze jakby tu powiedzieć. Wprawdzie formuła rzymska brzmi, że jak armaty grają to należy nie malować, prawda, należy nie pisać. Więc jeśli ja coś mówię o sobie, że pańtwo mogą sobie pomyśleć, że się sadzę na jakąś wybitność, chociaż w literaturze można robić nie mając poczucia wybitności, albo w malarstwie.

5.
U nas się przywykło, że właśnie przychodził przedstawiciel, instruktor z KW czy z KC - mówię to jako anegdotę, tak brzmi to teraz, bo właściwie ja jestem anegdotczyk i bardzo mi nie do twarzy jak się sadzę na jakieś teorie, potem mam nieczyste sumienie. A cóż wynika z nieczystego sumienia to proszę pytać Sokołowskiego, on wie. Nieczyste sumienie to jest podstawowa historia prowadząca do sadyzmu, do nieszczęścia i td. Więc w tym momencie kiedy będę coś o sobie mówił proszę patrzeć tak jak na człowieka który nie wie czy ma prawo o tym mówić, więc jak myśli, że nie ma prawa, to zawsze przeszarżuje. Ale nic na swoje usprawiedliwienie nie mam oprócz tego, że poświęciłem się Buczkowskiemu, którego poznałem w okolicznościach dramatycznych, kiedy wydawało się, że on miał możliwości pisania, bo jakieś nagrody brał, bo coś tam prawda, ale to był człowiek absolutnie zaszczuty przez Brandysów i całą tę spółkę. Żadnych z nimi interesów nie miał, wybitna twórczość zawsze znajdowała jakieś ujście, co jakiś czas był jakiś przełom i wtedy ukazywał się Czarny potok, prawda, kolejny przełom, jakieś tam, no, PAX miał poczucie, że jest antysemicki, więc wydając Czarny potok znajdywał legitymację na swoją poprawność polityczną – bo w takich okolicznościach ukazał się Czarny potok w PAXIE.

Czyli - w tak zwanym zamieszaniu politycznym ktoś się tam ocalił, o kimś tam zapomnieli, komuś tam pozwolili żyć. A ile robił rzeczy wbrew sobie, żeby przybrać postać nieobecności, przy pomocy mimikry właśnie Sokołowski. Zorientowawszy się że, że totalitaryzm bezinteresownie czuje nienawiść do poety, no na takiej zasadzie, że jak to on poeta, to on może się bez nas obyć, prawda, no jak to się może obyć, bez, bez funkcjonariuszy, bez policji, poeta może się obyć, nie ma co do garnka włożyć, prawda, a on mówi, mówi, że jest autonomiczny. Więc udowodniono mu, kiedy wysunął czułki, pokazał, że trochę jest autonomiczny, bo tak jakoś było stać go na bilet z Warszawy do Rawki i jako parapatetyk, przechadzający się wokół „Hopfera” - bo od początku wiedział, że to nowoczesne formy sztuki, to jest parapatetyzm w sensie takim, no że jest się wędrowcą, że się jest w ruchu. No to zamknęli go do Białołęki, jako tzw. przedstawiciela klasy upadłej... Rosjanie mają specjalne określenie na takie sytuacje, ale teraz z głowy mi wyszło, bo jego tam coś tata, coś posiadał, coś i to już jest 76 rok, to trudno nawet sobie wyobrazić, bo jestem pod wrażeniem, jeszcze raz czytałem rozmowę Gierka i to naprawdę porządny człowiek, ale żyjący w totalitaryzmie, więc wiadomo jak taka porządność może wyglądać z punktu widzenia człowieka autonomicznego.

Wracając do Sokołowskiego - mamy do czynienia z prekursorem, mamy do czynienia z autorem, który nie pisze po to, żeby w ogóle pisać, tylko pisze dlatego że musi, że dyktat rzeczywistości go tak miażdży, maceruje, niszczy, że on się zachowuje adekwatnie do tej sytuacji, do tego położenia, że po pierwsze chce przetrwać ten okres, no, koncentracyjny. Przede wszystkim to wmawia sobie, że nie jest tak strasznie, bo przecież jak ktoś jedzie kolejką EKD, a jego kolejka w stronę Rawki podobna jest do EKD. To nie były warunki okupacyjne, że nagle ktoś leży, ktoś zabity, ktoś roztrzaskany – i właściwie mord psychiczny, to jest podstawowa forma morderstwa, która uprawiana jest w czasach wyspecjalizowanego, a bez mała skomputeryzowanego totalitaryzmu.

6.
Zlikwidowano ludzi myślących alternatywnie – znaczy to, że w jakimś sensie zlikwidowano nam przyszłość... Idąc dalej tropem tej wypowiedzi autora, jasne staje się, że każda ofiara Stanu Wojennego, to właściwie każdy sobie sam zaszkodził, prawda. Towarzysz Kiszczak czy eks towarzysz Kiszczak pytany o młodszego Bartoszcze udowaniał, że tak było, tak sobie jakoś zaszkodził, siadł nie tam gdzie trzeba, piwa się napił...

Wlewano alkohol w zwłoki jeszcze ciepłe, bo to zdaje się, że trzeba w ciepłe wlewać , nie znam się na tym, no po prostu groza, ale groza jaka – Nałkowska powiedziała: świat jest nam dany w ułankach grozy i wszystkiego w ogóle , no coś tam, coś tam człowiek przecież życie nocno - dzienne, senno - czuwające prowadzi i prawda coś mu się, że nie jest tak źle, prawda, gdzieś kogoś zabili i td., żyjemy sobie tak jak żyjemy i dzięki temu możemy trwać. Sokołowski wydawał w tym okresie pismo Trwanie, to jest takie pisemko, bardzo objętościowo nieduże i niepokaźne, dzięki temu mogło to istnieć, po prostu mówili, że co tam komu zaszkodzi, prawda, taki Sokołowski, ale na wszelki wypadek miejscowe władze miały go za narkomana, nadużywającego jakiś używek o których istnieniu on nie bardzo wiedział poza polską neureptyką, to wszyscy się tym ratowali i naród ocalał tylko dlatego ponieważ żył na podlewie neureptyki tej z niebieską kartką, albo czerwoną – i teraz kiedy człowiek tak się zastawania, to właśnie my się w ogóle nie wydobyli się z niczego, tylko jeszcze głębiej weszliśmy w te nieszczęścia.

7.
Masowa kultura liczy na masowego odbiorcę, no i może zarzucić Sokołowskiemu, że go nie było w ogóle. Wojaczek napisał takie wiersze: Wojaczek, którego nie było - nas też właściwie nie ma i można powiedzieć , że nas nie było, tak jak jeden z naszych kolegów, mianowicie Waldek Dąbrowski , którego jeszcze widziałem w zeszłym tygodniu, już go nie ma, bo go niemcy przejechali. Oczywiście nie można powiedzieć, że to wina niemców, wiadomo, że wina Dąbrowskiego, bo po co przechodził drogę po ciemku, czy coś w tym rodzaju. No więc sam sobie zaszkodził, jeszcze jeden przykład, że wszyscy tylko sami sobie szkodzimy, wszyscy chcą dla nas dobrze, wszyscy nam dobrze życzą, tylko, że my nie potrafimy się odnaleźć w tej rzeczywistości, która stawia na jednostkę wyzelowaną, a nie jakąś autonomiczną.

Jesteśmy planowo skazani do likwidacji, jeśli nie chcemy być wyzelowani prawda, tylko budujemy autonomię, a jeszcze na dodatek próbujemy się zbierać w jakieś grupy, co jest w ogóle niedopuszczalne - więc liczą na to, że nie mając ani grosza na papier, ni notatkę papieru, wyparowujemy z życia...

Najciekawsze jest to, że nawet nie wiemy w jakim kierunku i gdzie wskazać winnych naszego położenia. Nie ma winnych: bierzta, róbta, w swoje ręce...

Bardzo to mnie zdziwiło, że autor Trwania czynnie zajmuje się polityką. Właściwie to ja się cieszę, że on to robi, że nasza gazeta jest nastawiona na to, żeby się nami zainteresowały jakieś wschodzące gwiazdy polityczne, których absolutnie nie widać i trudno się dziwić, żeby się jakaś gwiazda uchowała pod takim cichym terrorem. Skoro jednak przetrwaliśmy do tej pory, to teraz będziemy dalej szli naszą drogą. Niech nam powie, opowie Sokołowski, niech się wytłumaczy co ma na myśli zadając się z polityką.

I tak już na koniec, żeby tego nie przedłużać - bo chyba nie w tę tonację uderzyłem, ale to jest wina dzisiejszego bohatera, bo on jakieś bardzo takie muzyki wywoływał, że to nawet by na szczury podziałało. A człowiek przeważnie słucha radia ZET, przyzwyczajony jest do lekkiej muzyki, która otumania go do reszty – to na koniec tylko takie uwagi: Jest to autor, mam na myśli Wiesława Sokołowskiego, z trzecioobiegowego nurtu, i to właśnie kiedy Staszek Stanik, jak to było z tym obiegiem, bo on do dzisiaj nic o tym nie wiedział. Ja mu się wcale nie dziwię, bo do kogo dodarł Sokołowski, dodarł do dziesięciu osób, ale okazuje się, czytałem teraz to niedawno, jak z tego okresu dekabrystów, albo jeszcze wcześniej, jak któryś z tych dekabrystów wydał jakąś książkę, to najpierw wydał pięć egzemplarzy i dotarło to do dziesięciu osób, prawda, potem jeszcze... i na tym się skończyło, że wystarczy nawet dziesięć egzemplarzy, wystarczy jedna osoba że się dowiedziała o Trwaniu, że można trwać pomimo.

Za: Trwanie, http://www.trwanie.com/