LITERATURA SZTUKA FILOZOFIA ESEJE RECENZJE FELIETONY WIERSZE OPOWIADANIA
______________________________________________________________________

Rozprawa: Klaudia Bączyk CZY SŁUCHANIE MUZYKI METALOWEJ MOŻE PRZYCZYNIĆ SIĘ DO WIELBIENIA SZATANA?


Ten zaś samego siebie odkrył, kto powiada:
oto jest moje dobro i zło –
tym zmusił do milczenia kreta i karła,
mówiącego: „dla wszystkich dobry, dla wszystkich zły”.

[F. Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra]


Ostatnimi czasy coraz częściej słyszy się o sektach oraz zagrożeniach z nimi związanymi. Media wielokrotnie demonizują wizerunek tych grup, tworząc obraz przerażający i niekoniecznie zgodny z prawdą. Już samo zdefiniowanie pojęcia sekty staje się czymś trudnym, często związanym z lobbingiem religijnym[1]. Początkowo terminem tym określano małe grupy, które odłączywszy się od większych, zdecydowały się pójść za swym mistrzem. Jean-Marie Abgrall wskazuje jednak na szersze znaczenie:

Kilka tropów dostarcza nam etymologia. Słowo „sekta” pochodzi od rdzenia łacińskiego sequi, czyli „iść za”. Uczeń sekty wkracza na wytyczoną przez mistrza drogę, co czyni z niego adepta, czyli kogoś, kto osiągnie cel. „Idzie za” mistrzem, a jednocześnie odcina się do reszty ludzi i staje się wyznawcą, czyli odłączony[2].

Istnienie sekt nie jest czymś nowym. Już bowiem w starożytności zaobserwować można fanatycznych wyznawców Platona, Arystotelesa bądź Jezusa. Odgrywają one bardzo różną rolę (np. filozoficzną bądź polityczną) i mogą ograniczać się nawet do kilku członków. Większość prób definiowania owych grup wiąże się z teologią, co wynika z historii i socjologii sekt. Powtarzając za Maxem Weberem, stworzono dychotomię Kościół – sekta, podkreślając przy tym jej opozycyjny charakter[3]. Dziś, większość sekt stara się o uzyskanie statusu Kościoła, co dodatkowo zwiększa złożoność problemu. Jak zaznacza jednak Paweł Królak:

To, czy dana grupa jest zarejestrowanym związkiem wyznaniowym, nie ma żadnego wpływu na fakt, czy jest szkodliwa dla swoich wyznawców, czy też nie jest. Aby zarejestrować nowy związek wyznaniowy, wystarczy zdobyć stu członków i przedstawić odpowiednie dokumenty. Jeżeli byłoby to jedynym kryterium, to każda, nawet destrukcyjna, sekta bez problemu uzyskałaby status „nie-sekty”, ale zarejestrowanego związku wyznaniowego[4].

Ów autor proponuje ogólniejszą definicję sekty, uznając ją za: „grupę, w której występuje jednocześnie wysoki poziom totalności oraz wysoki poziom manipulacji”[5]. Wśród jej cech charakterystycznych wymienia się: tajny charakter związku, brak zaufania i niechęć w stosunku do obcych, wykorzystywanie różnych technik manipulacyjnych w celu pozyskania i zniewolenia członków, prozelityzm[6] oraz obecność charyzmatycznego przywódcy. Istotne staje się tutaj istnienie guru, czyli czcigodnej jednostki objawionej, która znajduje się najwyżej w hierarchii, będąc najbliżej doskonałości[7]. Daleka jestem od wskazywania różnić pomiędzy guru-geniuszem a guru-szaleńcem, z całą pewnością jednak wie on jak: „opatrywać zranione ego adepta”[8]. W wyniku troski ze strony opiekuna, postaci bez zastanowienia decydują się na bezapelacyjne posłuszeństwo[9]. Guru bowiem wie, jak zajmować się adeptem, szczególnie jeżeli znajduje się on w sytuacji granicznej[10].

Jean-Marie Abgrall zamiast klasyfikacji sekt, proponuje dokonać ich zestawienia wraz z pochodzeniem i doktrynami:

- sekty o inspiracji judeochrześcijańskiej, odnoszące się do Biblii (sekty ewangelickie, sekta Waco),
- sekty wywodzące się z chrześcijaństwa, jednak uzupełnione o nowe źródła wiedzy (świadkowie Jehowy, mormoni, Rodzina miłości, sekta Moona),
- prądy marginalne, kościoły paralelne, fundamentalistyczne grupy przedstawiające siebie jako ugrupowania katolickie albo ortodoksyjne (Kontrreforma katolicka),
- sekty inspirowane prądami orientalnymi lub bliskowschodnimi, głoszące szczególną interpretację islamu, buddyzmu albo hinduizmu, zgrupowane wokół nowego proroka albo nowego mesjasza (Aum, Mandarom),
- grupy gnostyczne, ezoteryczno-okultystyczne, inicjacyjne o inspiracji ezoterycznej, alchemicznej, astrologicznej oraz korzystające z rozmaitych mitologii (Zakon Świątyni Słońca, Graal, scjentologia),
- grupy ufologiczne,
- grupy okultystyczne (magia),
- grupy modlitewne i uzdrowieńcze (IVI),
- grupy zdrowia psychicznego i cielesnego (ECK),
- grupy rozwoju osobowego (scjentologia),
- grupy fundamentalnej ekologii (Silo),
- grupy neopogańskie (klub Ukx),
- grupy satanistyczne[11].

W Polsce szczególną uwagę zwrócono na problem satanizmu, ukazując ogrom zła, który za sobą niesie[12]. Wypowiedzi polityków nie pozbawiają złudzeń ludzi myślących, że jest to jakaś religia bądź styl życia. Powszechnie przyjęło się, że jest to raczej synonim rozpusty, silnie związany z orgiami, masowymi samobójstwami i czarnymi mszami. Pejoratywne znaczenie satanizmu powiązano z aspektem kryminalnym, przypisując mu nadludzką moc[13]. Doszło nawet do tego, iż pojawiają się listy zespołów, których słuchanie powoduje oddanie się Szatanowi, co w następstwie prowadzi do morderstw, niszczenia kościołów katolickich i cmentarzy[14]. Jaki jest cel takiego ujmowania satanizmu? Zdaniem Ryszarda Nowaka, czołowego działacza w tym zakresie, winno się pomyśleć o zakazie organizowania koncertów grup satanistycznych oraz sprzedaży jakichkolwiek gadżetów[15]. Czy taki obraz satanizmu jest prawdziwy? Jak wiele ma on wspólnego z głoszonymi przez La Veya bądź Crowleya tezami? Czy satanizmem można się zarazić poprzez słuchanie muzyki bądź ubieranie koszulek? Czy zawsze musi wiązać się z masowymi mordami i nienawiścią?

Celem niniejszej pracy nie jest próba usprawiedliwienia satanizmu, a jedynie chęć spojrzenia na jego podstawowe założenia oraz zmierzenie się z mitami krążącymi wokół tego tematu. Czy naprawdę wszystko, co wiąże się z tą sektą musi być równoznaczne krzywdzie i nienawiści? Czy rozwieszane plakaty z trupią czaszką i hasłem „sekty to śmierć” nie są zbyt mocno przesadzone?[16]

Marek Miller w książce „Sekta made in Poland” przytacza wypowiedzi osób, które zetknęły się ze „złymi duchami”, ukazując zagrożenia wynikające z satanizmu[17]. Czy jednak jednostka owładnięta Szatanem na pewno jest satanistą? Czy są to zjawiska synonimiczne? Wielokrotnie w tych wypowiedziach pod nazwą satanizmu przewijają się utrwalone poprzez media stereotypy, silnie oddziałujące na jednostki młode i zbuntowane[18]. Dla nich satanizm to jedynie forma zabawy i urozmaicenia życia. Wielu spośród nich szuka odskoczni od codzienności, bowiem wywodząc się z rodzin patologicznych, nie mają możliwości na zostanie wysłuchanym bądź zrozumianym[19]. Autor opisuje między innymi młodych chłopaków, którzy nie potrafili poradzić sobie z własnymi problemami. Jedyną drogą wyjścia okazała się dla nich biblia La Veya. Sami o sobie mówili:

Opiekowałem się dwoma braćmi (13 i 14 lat), bo moja matka piła i nie wracała na noc. Miałem paru kumpli. Z Marcinem Z. przesiadywaliśmy przed blokiem. Gadaliśmy. Marcin czasami u mnie spał. Miał również kłopoty z matką i takie same zainteresowania[20].

Zdaje się jednak, że nie byli oni odpowiednio przygotowani do interpretacji biblii. Brak zrozumienia podstawowych wartości satanizmu można wywnioskować już na podstawie popełnianych przez nich czynów – bez oporów zabijali zwierzęta (chociaż biblia stanowczo tego zabrania[21]) bądź krzywdzili osoby im bliskie (uderzenie matki za rozbicie przez nią magnetofonu). Czy oby na pewno ci chłopcy należeli do satanistów? Tak oto najbliższe otoczenie oceniało ich postępowanie:

W październiku 1997 r. Karolina P. zaprowadziła mnie do Sławka i tak się poznaliśmy. Pytałam o różne rzeczy. Oni odpowiadali. Uważali się za satanistów...[22]

Czy nie świadczy to o niedojrzałości, pobieżnym rozumieniu przedstawianych teorii? Czy każda religia nie ma wśród swych wyznawców fanatyków, którzy opatrznie rozumieją podstawowe zagadnienia wiary?[23] Czy w takim przypadku można mówić o destrukcyjnym charakterze satanistów, a może tyczy się to każdego rodzaju fanatyzmu? Na licznych forach podejmujących ową tematykę, można zauważyć próbę odpowiedzi na powyższe pytania. Jedna z uczestniczek pisze:

Ostatnio bycie „satanistą” stało się modne, szczególnie wśród młodzieży. Nie wiem co ich do tego ciągnie. Satanizm to nie ciągłe orgie jak niektórzy myślą ani niszczenie cmentarzy. Może wszystkich tych „satanistów” przyciąga ta tajemnica. Ale to, że ktoś lubi Archiwum X nie znaczy, że ma zadatki, aby zostać satanistą. Wielu ludzi, którzy się za takowych uważają, w ogóle nimi nie są. Nie rozumieją filozofii życia satanistów[24].

Moda na pseudosatanizm stała się zjawiskiem niezwykle popularnym, czego dowodzi kolejna przytoczona przez Millera opowieść. Mówi ona o grupie młodych ludzi, którzy będąc tak zaślepionymi rozpowszechnioną przez media ideologią satanizmu, zatracili jakiekolwiek wartości. Zdaje się, że niewielu spośród nich czytało „Biblię Szatana” La Veya. Większość opierała się na własnych wizjach satanizmu, pragnąc poprzez bunt wyzwolić siebie, zniszczyć wszystko, co wpajano im od dziecka. Ich metamorfoza miała dramatyczne skutki – doprowadzała do orgii, ciąży, zabójstwa przyjaciół. Rytualna ofiara stała się dla nich potrzebą silniejszą aniżeli propagowana przez satanistów – potęga życia ludzkiego. Czy to, czego dokonali naprawdę miało związek z jakimikolwiek wierzeniami? Czy nie była to po prostu próba walki z odwiecznymi normami, zdobycie chwilowej władzy?

Czy powyższe zachowania mają coś wspólnego z satanizmem? Ze względu na wielość odłamów satanizmu, trudno stworzyć systematykę tych grup. Przykładem takiej klasyfikacji jest rozróżnienie dokonane przez kapitana policji w Tiffen w stanie Ohio, Dala Griffisa, czterech grup: oficjalnej religii szatana, amatorów, kultów przestępczych oraz sympatyków okultyzmu[25]. Zdaje się, że historie zaprezentowane przez Millera wiążą się z grupą drugą, niewiele mając wspólnego z religią[26].

Często do worka satanistów zostają wrzucone bardzo różne osoby. Ewa Kosińska i Mariusz Gajewski podkreślają, iż według chrześcijan kryterium rozpoznawania owych osób wiąże się z głoszeniem przez nich buntu wobec nauk Jezusa[27]. Andrzej Zwoliński posuwa się jeszcze dalej, uznając, że odmienność nauk głoszonych przez satanistów wynika z ich nadrzędnego celu, jakim jest: „zniszczenie chrześcijaństwa”[28]. Destrukcyjny charakter tej sekty polegać ma na uwielbieniu zła, któremu nikt nie jest w stanie się przeciwstawić[29]. Przyjmuje się, że do rozwoju grup satanistycznych prowadzą zainteresowania czarną magią i lucyferyzmem. Wciąż istnieje wiele teorii na temat nieodzownej roli czarownic w inicjacjach młodych adeptów. Mają one (zgodnie z tradycją średniowiecznych sabatów) pośredniczyć pomiędzy diabłem a młodymi satanistami. Jak podkreśla Jean-Marie Abgrall: „na szczęście, w naszych czasach członkowie tego typu grup wolą podczas swoich obiadów czarowników spożywać mieszaninę wina i mąki, która zastępuje stężoną krew”[30]. Pomimo zerwania z tym mitem, wciąż pojawiają się informacje na temat czarnych mszy i organizowania sabatów. Tym samym satanizm staje się ruchem tajemniczym i sensacyjnym. Ma on odrzucać racjonalizm jako czynnik negatywny[31]. Jego nieodzownymi elementami są: dewastacja miejsc świętych, niszczenie krzyży oraz liczne zbrodnie. Ponadto zło satanizmu wiązać ma się z tradycyjną już rolą adepta, który bezapelacyjnie musi podążać za sektą, w ostateczności zaś umrzeć[32]. Czy takie postrzeganie nie wydaje się jednak zbytnim uogólnieniem? „Biblia Szatana” nie mówi nic o konieczności śmierci, ceniąc sobie życie i korzystanie z każdego dnia. Jaką zatem wizję przedstawia święta księga satanistów – „Biblia Szatana” La Veya?

„Biblia Szatana” została opublikowana w 1968 roku w San Francisco. Miała ona stać się podstawowym kanonem wiary, pewnego rodzaju katechizmem. Swą tematyką nawiązuje do poglądów jednego z pierwszych okultystów – Crowleya. Jak podkreśla Andrzej Zwoliński, to właśnie zainteresowania magią i okultyzmem doprowadziły La Veya do stworzenia biblii. Za najistotniejszy czynnik uważa jednak pracę autora na Wydziale Kryminologii w City College st. San Francisco, gdzie zetknąwszy się ze zbrodniami, miał zacząć wątpić w Boga i nienawidzić: „świętoszkowego podejścia ludzi do przemocy”[33]. Bez względu jednak na pobudki towarzyszące pisaniu biblii, wzbudziła ona liczne zainteresowania, gromadząc wokół La Veya wielu wyznawców. Księga ta zerwała bowiem z dotychczasowym postrzeganiem człowieka i jego umiejscowieniem w hierarchii bytów. Uznając jednostkę za zwierzę drapieżne, starała się wykazać, jak istotną może być władza człowieka. Według La Veya rządzić powinni jedynie silni, którzy cechują się: potęgą, śmiałością, wielkim umysłem i zdolnością racjonalnego spojrzenia. Nie powinni oni zastanawiać się nad życiem po śmierci, a skupić się na dniu dzisiejszym. Pozostałym osobom nie pozostaje nic innego jak stworzyć boga, który stanie się opiekunem ludzi uciśnionych, niewolników skupionych wokół symbolu nieudolności, jakim jest krucyfiks. La Vey rzuca im wyzwanie, głosząc hasło:

Śmierć dla słabeuszy, bogactwa dla silnych! (B. S., s. 3.)

Zgodnie z tą wizją bóg jest jedynie kreacją jednostek słabych i dlatego można go traktować na równi z bogiem martwym, bowiem i tak nie ma wpływu na życie ludzi. La Vey nie neguje zatem postaci boga, wskazując jedynie na jego zakorzenienie w tradycji. Odrzucając wiarę w osobowego boga, sataniści zyskują władzę nad swoim życiem, gdyż sami za siebie odpowiadają, nie szukając odpowiedzi w modlitwie. Jednocześnie autor przypomina, że dogmaty religijne nie wynikają ze świętości, a jedynie z założeń kościoła, czyli ludzi wchodzących w jego skład:

Żadnej wiary nie da się przyjąć na podstawie autorytetu boskiej natury. Religie muszą zostać zweryfikowane. Żadnego dogmatu religijnego nie można brać za pewnik – żadna miara nie może określać, co ma być definiowane. Kodeksy moralne nie posiadają w sobie wrodzonej świętości, są jak drewniane posągi sprzed lat będące wytworami ludzkich rąk, a co człowiek stworzył, człowiek może zniszczyć! (B. S., s. 4.)

Jak podkreśla Andrzej Zwoliński: „Negacja roli Boga jest, wg satanizmu, warunkiem realizacji człowieka, w tym sensie, że satanista nie powinien kłaniać się przed nikim i w sobie samym znaleźć wystarczające siły i środki, jakich potrzebuje, by zapewnić sobie szczęście na ziemi”[34]. Moc bowiem znajduje się w ciele satanisty, a kluczem do zwycięstwa okazuje się pozytywne myślenie. Tym samym satanizm:

nie jest religią światłości; jest religią ciała, ziemskich rozkoszy i zmysłów – tego wszystkiego, czym rządzi Szatan, uosobienie Ścieżki Lewej Ręki. (B. S., s. 13.)

Staje się on formą kontrolowanego egoizmu, nie zapominając jednakże o zaspokajaniu innych jednostek. „Biblia Szatana” mówi:

Postępuj wobec innych tak, jak oni postępują wobec ciebie, ponieważ jeśli: Postępujesz wobec innych tak, jak chciałbyś, żeby oni postępowali z tobą, a oni w zamian źle cię traktują, to dalsze okazywanie im szczególnych względów byłoby wbrew ludzkiej naturze. Powinieneś postępować z innymi tak, jak chciałbyś, żeby postępowali z tobą, ale jeśli twoja uprzejmość nie spotyka się z wzajemnością, powinno się ich traktować z całą surowością, na jaką sobie zasłużyli. (B. S., s. 13.)

Takie traktowanie nie jest jednoznaczne z krzywdzeniem innych. La Vey obala mity dotyczące zabijania dzieci i zwierząt, uznając, że na śmierć zasługują jedynie jednostki słabe, które same chcą być zniszczone. Jak sam pisze:

Każdy, kto niesprawiedliwie wyrządził ci krzywdę, ktoś, kto – aby cię zranić – zszedł ze swej drogi aby świadomie sprawić ci kłopoty i trudności tobie lub bliskim ci osobom. Krótko mówiąc, osoba, która swoimi czynami sama się prosi o przeklęcie jej. Gdy ktoś wskutek swego karygodnego zachowania praktycznie prosi się o to, aby zostać zniszczony, twoim uczciwym moralnym obowiązkiem jest pomóc mu w zaspokojeniu tego życzenia. (B. S., s. 32-33.)

Wówczas, takie działanie staje się reakcją na potrzebę wyzwolenia energii, a zatem jest niezbędne do prawidłowego rozwoju. Wśród czynników pomagających uwolnić ową energię, La Vey wymienia: rozpacz, gniew oraz orgazm. Jednocześnie podkreśla, że gniew nie ma nic wspólnego z zabijaniem ludzi bez powodu, a jedynie polega na pozbyciu się odrażającego indywiduum. Zaspokojenie własnego ego staje się celem samym w sobie. W związku z tym należy odrzucić myśli o samobójstwie, uznając życie ludzkie za wartość nadrzędną. Tym samym La Vey odrzuca samobójstwo jako ofiarę samopoświęcenia, dając mu przyzwolenie jedynie wówczas, kiedy śmierć przynosi ulgę jednostce, jest dla niej wyzwoleniem[35]. Pisze:

Spotykamy pewien wyjątek: śmierć przychodzącą jako zaspokojenie, niosącą ulgę w nieznośnej ziemskiej udręce. (B. S., s. 35.)

Znajomość własnego ciała jest niezwykle istotnym czynnikiem w rozwoju satanisty. La Vey podkreśla, iż aktywność seksualna jest indywidualna, przez co nie można narzucać ludziom jednoznacznych reguł. W związku z tym dopuszcza się masochizm, masturbację bądź uczestnictwo w orgiach. Każdy satanista sam ma zdecydować, jak wyzwolić energię, bowiem wstrzemięźliwość seksualna prowadzić może do frustracji i stresu. Hasłem nadrzędnym zatem ma stać się dowolność w zaspokojeniu własnych potrzeb, jednakże nie jest ona koniecznością. „Biblia Szatana” niczego nie narzuca, człowiek bowiem może nie odczuwać potrzeb seksualnych, wówczas nie powinien robić niczego wbrew sobie. Żadne księgi zdaniem La Veya nie mają prawa decydować za człowieka, gdyż naturalne siły życiowe są czynnikiem zdecydowaniem ważniejszym niż słowa spisywane przez ludzi. Różnego rodzaju zakazy, wprowadzane przez inne religie powodują poczucie winy i doprowadzają do tłamszenia jednostki. Jak zaznacza La Vey:

Ten, kto odnosi się z szacunkiem do swoich powinności, ma najsłuszniejsze prawo do wybranych przez siebie przyjemności bez narażania się na krytykę ze strony społeczeństwa, któremu służy. (B. S., s. 28.)

Ostatnia część „Biblii Szatana” poświęcona została satanistycznym rytuałom. La Vey wyróżnił trzy typy owych rytuałów: seksualny (wzbudzanie pożądania), litości (w celu pomocy innym) oraz destrukcyjny (zaspokojenie gniewu). Każdy z nich wymaga odpowiednich składników oraz inwokacji zaklinających, które opisane zostały w dokładnych instrukcjach[36]. Autor zaznacza, iż magicznym językiem używanym w rytuałach jest język henochiański, przywołując tak zwane klucze henochiańskie wraz z ich tłumaczeniami[37]. Jednocześnie obala mit dotyczący czarnych mszy, jakoby były one rytualnym składaniem ofiar w imię Szatana. Według „Biblii Szatana” są one jedynie wymysłem literackim. Tak naprawdę bowiem mają być parodią mszy kościelnych, mają szokować i nie są elementem niezbędnym. La Vey zauważa, że przez rozpowszechnianie stereotypów dotyczących tych uroczystości, od 1666 roku zauważyć można komercyjne oblicze czarnych mszy, które niewiele mają wspólnego z ideą satanizmu.

Jaki zatem jest cel istnienia sekt? Wydaje się, iż słuszne jest twierdzenie jakoby najważniejszym czynnikiem było: „stworzenie przyszłej rasy, otwartej na prawa natury i ofiarowanej prawom natury, gdzie wina i niewinności są pojęciami pozbawionymi sensu”[38]. Satanizm pragnie uwolnić ludzi z poczucia winy i wpajanej im moralności. Według „Biblii Szatana” istnienie grzechów i ich klasyfikacja jest czymś nienaturalnym. Zło w jakiejkolwiek postaci interpretowane ma być przez każdego indywidualnie i to od jednostki zależeć ma chęć poprawy bądź nawrócenie. Pomimo tak jednoznacznej deklaracji, La Vey (po dwudziestu latach istnienia Kościoła Szatana) postanowił wymienić dziewięć tak zwanych grzechów szatańskich, rozumianych jako to: „czego chcemy uniknąć – to, czego nie akceptujemy”[39]. Wśród nich wymienił: głupotę, udawanie, samoistność, samooszustwo, dostosowanie się do stada, brak perspektyw, zapominanie o dawnych przekonaniach, dumę przeciwprodukcyjną oraz brak estetyki[40]. Owe błędy satanistów wynikać mają ze zbyt silnie wpojonej przez kościół (w domyśle katolicki) moralności, odrzucającej przy tym dbanie o samego siebie. Grzechy wymienione przez La Veya niszczyć mają powszechne rozumienie miłosierdzia, zapewniając jednostce władzę nad własnym losem. Pozostaje jednak pytanie, dlaczego autor „Biblii Szatana” pomimo wcześniejszych oporów, zdecydował się stworzyć listę grzechów? Czy nie uderza to w zgodność tego postrzegania rzeczywistości?

Satanizm może być zjawiskiem niebezpiecznym. Szczególne zagrożenie wiąże się jednak nie z samymi poglądami La Veya, ale z opatrznym ich rozumieniem. Należy przy tym pamiętać, iż agresja, masowe mordy, rozpusta nie są wyznacznikami poglądów satanistycznych. Ów pseudosatanizm, tak zwany satanizm amatorski może przybierać bardzo groźne formy, ale prawie nigdy nie bazuje na „Biblii Szatana”. Działa on w taki sam sposób, jak inne sekty, doprowadzając do upadku moralnego człowieka, do jego zniewolenia. W tym przypadku adept staje się zabawką, marionetką w rękach swego pana, uważającego siebie za wysłannika Szatana bądź też samego diabła. Jego czyny dalekie są od działań tak zwanych prawdziwych satanistów, skupiając się raczej wokół pozbywania się jednostek słabych. Należy on do grupy, która: „jest elitą – reszta ludzkości jest chora, zgubiona – o ile nie chce się przyłączyć aby dać się uratować”[41]. Takie myślenie przyczynia się do terroryzmu oraz nadużyć seksualnych, stając się jednym z największych zagrożeń XXI wieku.


Przypisy:

[1]Zob. J. Abgrall, Sekty. Manipulacja psychologiczna, tł. W. Dzieża, Gdańsk 2005, s. 17.
[2]Ibidem, s. 18.
[3]Zob. Ibidem, s. 19.
[4]P. Królak, Sekty. Inwazja manipulacji, Radom 2003, s. 47.
[5]Ibidem, s. 9.
[6]Bernard Fillaire definiuje prozelityzm jako: „intensywny nabór adeptów, żarliwe przekonywanie do wyznawanych przez siebie idei”. (B. Fillaire, Sekty, tł. J. Kluza, Katowice 1999, s. 122.)
[7]W sektach zauważyć można specyficzną hierarchizację adeptów: im wyżej się znajdują, tym większy cechuje ich stopień uprzywilejowania. Poprzez swoje działania awansują, stając się sługami mistrza.
[8]Ibidem, s. 40.
[9] Jak podkreśla B. Fillaire: „Adept nie może podejmować żadnych decyzji, musi też niczym dziecko bezustannie zabiegać o miłość guru”. (Ibidem, s. 52.) Jak powiedział lider pseudohinduistycznego stowarzyszenia Sri Chinmoy: „Posłuszeństwo, posłuszeństwo, posłuszeństwo. Żarliwe posłuszeństwo, silny związek z moją wolą i silne postanowienie przypodobania mi się każdego dnia, w każdej chwili, zgodnie z moim życzeniem. Oto czego od was potrzebuję”. (S. Chinmoy, [cyt. za:] Ibidem, s. 53.)
[10] Zob. E. Kosińska, M. Gajewski, Sekty – religijny supermarket, Kraków 2000, s. 32.
[11]J. Abgrall, op. cit., s. 32.
[12] Przyjmuje się, że w Polsce ów ruch zaczął się rozwijać po 1986 roku. W tym czasie pojawiło się polskie tłumaczenie Biblii Szatana La Veya. Przełomem jednak miał być kwietniowy koncert na Metalmanii grupy KAT w 1986 roku, przez wielu uznany za publiczne odprawienie czarnej mszy. (Zob. E. Kosińska, M. Gajewski, op. cit., s. 76.)
[13]Zob. M. Miller, Sekta made in Poland, Warszawa 2007, s. 7.
[14]Lista zespołów propagujących satanizm została utworzona z inicjatywy Ryszarda Nowaka i Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed sektami. Na liście oprócz grup polskich, znalazły się także zespoły z zagranicy. Ponadto zaprezentowano spis imprez, które mają zagrażać młodzieży i zachęcać do nienawiści. Jak podkreśla Nowak zespoły: „nie prezentują jednolitej ideologii satanizmu. Jedne promują satanizm w sposób jednoznaczny, inne natomiast nie mówią o tym wprost, ale głoszą postawy antyreligijne i nihilistyczne”. Za najgroźniejsze wśród nich uznał grupy: KAT i Behemoth. (http://arc.ekai.pl/kultura/?print=1&MID=12851 [30.10.10]) Inną listę zespołów zaproponował w swej książce ksiądz Andrzej Zwoliński, wymieniając wśród artystów satanistycznych między innymi: The Rolling Stones, AC/DC, Led Zeppelin, Depeche Mode, The Doors, Johna Lennona, Eltona Johna oraz Beatlesów. Ich specyfikę opisał w rozdziale pod wiele mówiącym tytułem Muzyka dla szatana. (A. Zwoliński, Satanizm, Radom 2007, s. 128-150.)
[15]http://arc.ekai.pl/kultura/?print=1&MID=12851 [30.10.10]
[16]Zob. M. Miller, op. cit., s. 7.
[17]Ibidem, s. 20.
[18]Doskonałym przykładem niewiedzy młodego pokolenia i jedynie chęci buntu jest wypowiedź Ireneusza D.: „Cała moja wiedza na temat satanizmu pochodziła z książek – Mastertona, Smitha. Niezwykłe wrażenie robił na mnie Glen Benton z Decise (na czole miał wypalony odwrócony krzyż). To dla mnie wtedy była siła. Lubiał żech przyszpanować!” (Ibidem, s. 23.)
[19]Przynajmniej o takich tylko osobach pisze Marek Miller. Pozostaje zatem pytanie: czy satanizm wywodzi się jedynie ze środowisk patologicznych? W książce Sekta made in Poland autor pozostawia je jednak bez odpowiedzi, całkowicie pomijając ów problem.
[20]Ibidem, s. 182.
[21]„Satanista pod ŻADNYM pozorem nie złożyłby ofiary ze zwierzęcia bądź dziecka! [...] Istnieją zdrowe i logiczne powody dla których sataniści nie mogą składać takich ofiar. Człowiek i zwierzę są dla satanisty czymś boskim. Najczystsza forma cielesnej egzystencji spoczywa w ciałach zwierząt i małych dzieci, które nie stały się na tyle dojrzałe, aby czynić wbrew swoim naturalnym pragnieniom. Są w stanie dostrzegać rzeczy, jakich przeciętny dorosły nigdy nie spodziewa się zobaczyć”. (A. Sz. La Vey, Biblia Szatana, Wyd. Książki Niezwykłej „Mania”, Wrocław 1996, s. 32. W dalszej części pracy dla powyższego wydania utworu Biblia Szatana La Veya będę operować skrótem B. S.)
[22]M. Miller, op. cit., s. 255.
[23]Paweł Królak podkreśla, że: „Nawet w ramach Kościoła mogą znajdować się grupy, mające sekciarski charakter (gdy np. twierdzą, że są jedyną, najlepszą drogą do zbawienia lub skupiają członków nie na nauce Kościoła, lecz na osobie lidera). Powinny być one otoczone szczególną troską duszpasterską”. (P. Królak, op. cit., s. 46.)
[24] http://www.gotyk.pun.pl/viewtopic.php?id=5 [30.10.10.]
[25] Zob. A. Zwoliński, op. cit., s. 90.
[26] Praca ta daleka jest od rozpowszechniania stanowisk amatorów bądź też grup przestępczych, których działanie odmienne jest od pierwotnych założeń satanizmu. Dlatego też ograniczę się do analizy założeń przedstawianych przez La Veya, który stworzywszy Biblię Szatana, stał się pierwszą głową Kościoła Szatana. Po roku 1975, kiedy to rozpadł się ów kościół, satanizm racjonalistyczny stał się opozycją do tzw. Kościoła Seta, który przyjął osobowe istnienie szatana. (Zob. Ibidem, s. 98-99.)
[27] Zob. E. Kosińska, M. Gajewski, op. cit., s. 25.
[28] A. Zwoliński, op. cit., s. 77.
[29] Marek Miller zauważa, iż młodzi ludzie przekonani są o sile zła i dlatego tak łatwo mu się podporządkowują. Autor podkreśla, że: „Nie obserwujemy tutaj podstępnej psychomanipulacji”. (M. Miller, op. cit., s. 10.)
[30] J. Abgrall, op. cit., s. 49.
[31] Zob. J. Prokop, Uwaga Rodzice! Sekty, Warszawa 1999, s. 11.
[32] Zob. B. Fillaire, op. cit., s. 105.
[33] A. Sz. La Vey, [cyt. za.:] A. Zwoliński, op. cit., s. 76.
[34] Ibidem, s. 80.
[35] La Vey podkreśla: „Samopoświęcenie nie jest popierane przez religię satanistyczną. Dlatego też samobójstwo nie znajduje uznania w tej religii”. (B. S., s. 35.)
[36] Rytualne ceremonie scalają grupę, a „uklęknięcia, powitania i pokłony mają swój psychiczny skutek. Wszystkie rytuały pozdrawiania są symbolicznymi postawami wyrażającymi zobowiązanie do wierności, jakie adept winien swemu guru jak rycerz swojemu panu. Rytuały pozdrawiania i znaki przebaczenia są dla członka sekty nieustannym doświadczeniem poddaństwa. Mają rzekomo wprowadzać harmonię między ciałem i duchem”. (J. Abgrall, op. cit., s. 183.)
[37] Jak zauważa Jean-Marie Abgrall: „W sektach glosolalia są uważane za głos z zaświatów albo z kosmosu, a guru oraz jego bezpośrednie otoczenie są posłańcami”. (Ibidem, s. 168.) Jednocześnie stają się istotnym elementem nowomowy danej grupy. (Zob. P. Królak, op. cit., s. 22.)
[38] B. Fillaire, op. cit., s. 112.
[39] A. Sz. La Vey, [cyt. za:] A. Zwoliński, op. cit., s. 81.
[40] Zob. Ibidem, s. 81-82.
[41] J. Prokop, op. cit., s. 10.


Bibliografia podmiotowa:

A. Sz. La Vey, Biblia Szatana, Wyd. Książki Niezwykłej „Mania”, Wrocław 1996.

Bibliografia przedmiotowa:

J. Abgrall, Sekty. Manipulacja psychologiczna, tł. W. Dzieża, Gdańsk 2005.
B. Fillaire, Sekty, tł. J. Kluza, Katowice 1999.
E. Kosińska, M. Gajewski, Sekty – religijny supermarket, Kraków 2000.
P. Królak, Sekty. Inwazja manipulacji, Radom 2003.
M. Miller, Sekta made in Poland, Warszawa 2007.
J. Prokop, Uwaga Rodzice! Sekty, Warszawa 1999.
A. Zwoliński, Satanizm, Radom 2007.

http://arc.ekai.pl/kultura/?print=1&MID=12851.