LITERATURA SZTUKA FILOZOFIA ESEJE RECENZJE FELIETONY WIERSZE OPOWIADANIA
______________________________________________________________________

Pogranicza: Mariusz Bober JESIENNE RYTUAŁY - ROZLICZANIE Z CZASEM


W odległości 2 metrów od mojego wzroku leży sterta książek. Wiele z nich od przyjaciół. Piszą przypadkowo lub zawodowo. Tych co zawodowo niewielu. Ten kto pisze, uważa, że zalicza się do określonej kasty. Wielu z tych książek nie przeczytałem. Wielu autorom nie zrobiłem dobrze. Jesteśmy super egoistami. Dlatego osamotnieni? Ale nie samotni!

Popatrzyłem na tą stertę książek i własnych zapisków i dociera do mnie, że jest już inaczej. Ten szczenięcy wzrok i podniecanie się na widok książek w witrynach sklepowych. Stoimy śliniąc się przy nich! Kiedyś tutaj stała będzie moja! Czasy się zmieniły. To patrzenie przez szybę jest zdecydowanie bardziej oschłe. Możliwe, że jedno z nielicznych nasyceń to liczba procedur jaką należy przejść nim stanie się szczęśliwym super egoistą. W mojej piwnicy leży ponad 1000 egzemplarzy pewnego pisma literackiego. Nawet nie próbuję rozdawać go za darmo.

Po tych kilku latach powinienem siedzieć z jarzącym się petem i gapić w okno jakieś przytulnej kawiarni. Powinienem w niej coś skrobać ołówkiem może nawet nie udając super egoisty.

Na skroni pojawiły się już pierwsze zmarszczki. Ale 19-sto latki dają mi 25 lat. Jeszcze chodliwy towar. Dobrze, że się mylą. W C.V. nie wpisuję już kolejnych algorytmów doświadczenia bo mówią by ograniczyć swoje życie tylko do dwóch stron. Reszta Twojego życia nikogo nie obchodzi. Przestałem też chodzić w tureckich obciachowych swetrach. Ale tureckie sweterki mogą pamiętać jedynie wybrańcy. Żyjemy obecnie w epoce w której szuka się wybrańców, którzy będą ratować planetę - od najazdu nas samych. Choć mówią, że pewna cześć kosmitów jest wredna to ta lepsza patrzy na nas z politowaniem. I tak trwa ta ludzka krucjata. Jedni niszczą inni budują. Z dwojga złego zawsze jest co robić.

Jeszcze tych kilka lat temu istniało namaszczenie. Wkładałem białą koszulę i myłem nogi. Przed pisaniem. Dzisiaj powaliłem się w dresie. Możliwe, że z Chin!

Jesienią moje myśli zwykle stawały się brunatne. Nie piję burgunda. Tylko z metalizowanego kubka herbatę z cytryną. Lekkie przeziębienie. Chyba. Od czasu do czasu wybieram się w podróże tzw. astralne. Nie jeżdżę Inter City. Nigdy nie wiadomo, czy rozkład jazdy aktualny. Pociąg astralny zabiera mnie tam gdzie chce. Na życzenie do bezpowrotnego czasu kiedy to wałęsałem się w czarnej bawełnianej kurtce. Przetrwała tyle lat. Ten sentyment do rzeczy dobrych. Do rzeczy dobrej jakości.

Mam wrażenie, że pokolenie przedinternetowe i iPhonowe to zupełnie inna historia. Chodziło się na pocztę i pani wkładała w dziurkę. Kabelki, by zamówić rozmowę. Nie zawsze udawało się za pierwszym razem. Kto by tam wiedział za pierwszym razem. Listy do przyjaciół pisało się nawet kilka godzin. Dzisiaj zdania listów czy wiadomości to skrawek pamięci o tym co miało jakość. Piszę nadal wiecznym piórem.

Może za jakiś czas pochylę się z burgundem, (którego nigdy nie piję, będzie pierwszy raz) nad fortepianem. Przestanę się rozczulać nad ósemkami i zagram kilka piosenek. Z dali będzie sączył się biały reflektor. Na instrumencie kieliszek.

Po chwili wstajesz. Pewnym krokiem zbliżasz się do onieśmielonej kobiety. Patrzysz jej w oczy i mówisz. Wejdę w Twoje życie na zawsze. Wiem, że to Ty.

Scenarzysta tego dnia nie zadzwonił. Choć wstępnie spodobał mu się pomysł. Wcześniej wspominał, że takie scenariusze zdarzają się tylko w filmach. Rzadko w życiu. Niech nam złudzenie pozostanie – przytaknęliśmy.

My super egoiści, Ci najlepsi, nie poddają się w znoju i swoich marzeniach. Bo przecież jak, skrzydeł się pozbyć? Śmiertelniku! Kiedy idziesz ulicą może zastanawiasz się czy człowiek, który właśnie Cię mija ma jeszcze jakieś marzenia. To straszne! Nie pytaj! Bo powie, żeś wariat. Narkoman albo co. Nawet kiedy nie pytasz wiesz, że nie mają skrzydeł. Naprawdę ich szkoda. W sandałach też mało kto chodzi. Zawsze to lżej.

Chwyciłem za ciężką rdzawą klamkę. Uchyliłem bramkę. Wszedłem po wielu latach w podwórko na Starym Mieście. Stolica kraju. Poczułem się obco. To już zupełnie inny czas.

Postanowiłem jednak zabawić się w barbarzyńcę. Znalazłem w ziemi przyrdzewiały gwóźdź.

Wydrapałem na czerwonej cegle kilka wersów tego expose. Na dole e-mail. Do tego celu założyłem specjalnie chronioną skrzynkę. W razie jakby co. W razie jakby zamiar barbarzyńcy okazał się zgubny w skutkach.

Na skrzyżowaniu ktoś wpada pod samochód. Na szczęście myśl technologiczna projektantów zapobiegła tragedii. Dziewczyna najadła się strachu. Kierowca też, przejechał prawie miłość. A mogło być inaczej.

[…]

Jeśli kiedyś spojrzysz na swoje życie i wyda Ci się, że wiele rzeczy jest już przegranych i rdza sypie się z Twojego serca nie trać skrzydeł. To Twoje marzenia!