LITERATURA SZTUKA FILOZOFIA ESEJE RECENZJE FELIETONY WIERSZE OPOWIADANIA
______________________________________________________________________

Poezja: Przemysław Łośko I NIE ZAMYKAJ OCZU PATRZĄC NA PEPIKA (cz. II)


fafik wytyka brak eufonii

puszczykowi, poprawia kokardę, ćmi cygary
i miast walnąć w dziób - rozrzewnia się.
konstatuje, że prymat stylu jest nieodzownym
uzupełnieniem prymatu rozumu. pysznie walczy

z patosem i harmonią teatralnego słownictwa.
ptaszyna rozkrawa bergamutkę w trójkąty
i myśli z troską o panu swoim, aniele czeluści.
podopieczny winien oględnie wierzyć rozterkom

zmysłów, subtelnym i dyskretnym wzruszeniom,
mniema. co nieskalanie ożywia mistrza, może mniej
niż z grubsza dekoruje pomarłych zwycięzców
i psi pysk Hektora z giętkim uchem prawdy?



człowiek podziemny zaprasza pepika na kolację,

stawia lampę z makro i bierze pod skrzydła puszczyka
z nefrytowym podbrzuszem. twierdzisz, że jesteś
samotny, że wygładzają się kontury rzeczy, że obrus
zsuwa się na stopy, a kropla wody po liściu anturium

nie pozostawiając wilgoci? to ciekawe, posapuje
podnosząc oczy i od niechcenia przewraca lampę.
niezwykłe, podkreśla z przesadą, ale czy idziesz
za głosem, niechby swoim albo biblijnej czerni,

której nie docieczesz? ufać sprzeczności to nie to samo,
co iść za głosem. to iść przed nim, a mimo to ufać,
rozlega się nad dymiącym półmiskiem jaspisowe
zgrzytniecie pepika, puszczyka albo ciepłego posiłku.



pepik mierzy się z wojownikiem bez poczucia humoru,

a przy tym nie opowiada się za żadnym pytaniem,
mimo, że nadal je zadaje. oddani pod komendę
wojownika kanonierzy pucują bombardę, mierzą

pepik chce wierzyć, że się nie uchyla, że pocisk
wyrządzi szkodę, której nie ujmie w spisie

jasne, że wie, wie na pewno, że się nie uchyla.
wie, że zadaje pytania ślepy na listy, zestawienia,
robocze kopie odpowiedzi, głuchy na dźwięczność
i doniosłość sedna, oszukańczy rygor aforyzmu

wie, no serio wie koniuszkiem opierzonego
opuszka, że daje i odbiera ciało – jedno



pepik układa wiersz o swoim samcu alfa,

który w nim siedzi jak zdanie wtrącone w wypowiedź
luźno związaną. słońce podświetla kwiaty na firance,
buzuje czajnik, sznurek nad kuchennym blatem wyznacza
granice gładzi szpachlowej, której nową warstwę
wnet samiec ułoży dla swojej samicy. obok arabika,
z fusami i mlekiem - są real quality - lutownica z resztką
kalafonii na ostrzu, ścinki izolacji, unigrunt i podróba
boscha: wiertarka z przeceny. tak się rządzi maczo.

pepik wyświetla samca na ekranie powiek, wciąż najbliższej
ścianie, rozważając odbite, czy przechodzące rzucać
snopy na statyczny obraz. taki epidiaskop najmniej
mu się marzy, który projektuje w przyszłość bez
powrotu fali, minichrony, blackoutu, rozszczepienia
smaku i siódmego zmysłu na sto równorzędnych,
albo nawet milion w harmonijnych rzędach. znów
sięga po kawę, siorbie, bierze przymiar i docina listwę
pod płytki na ścianę. jakoś się to zmierzy i jakoś się utnie.

p.s.
Tobie E., bo różne są stany, i żaden - mamo
w sukni zmysłów najczystsza! - żaden wybrany



pepik odkrywa prawidłową postać wielościanu:

paszportuje się przez szkocką
i siup! do wnętrza brygandyny
(mnogosię odłożyło, ot tak, łonowy jeżyk,
wstało i przesączyło naparek z miodokrzewu).

- pepik rozważy teraz kwazuary i równania
biegle ojejsze od twierdzeń o średniej -
z luboscią, jak mu się zdaje. licho wie,
kiedy zełże sześć liczb głównych
i zaś zmieni w coś teraz i tu. zełże?

zełże, wie, że zełże i będzie opóźniać
zimowanie. zełże, żeby nie przeciągała
się podróż nad wewnętrzny zgrzew
i mare poza linią brzegową nitów.
zełże błękit spiki, nawigacyjnej gwiazdki,
zełże dżety po marzeniu o prędkości,
zełże rozkulanie egzotycznej materii,
a w niej przeciwechem niepodróż,
podróż, brzeg, neutralną teczówkę.

był to wiersz dla weroniki w obsadzie:
anioł – nieobecny albo pod sykomorem zadaje kłam
fafik – nieobecny i nie dudni, nie łypie
pepik – panienki, panie, nie jestem godzien



pepik pisze kartkę do mamy i taty

i nie wie jak pod światecznym obrazkiem zmieścić
najważniejsze życzenia. chciałby je znać, ale żeby je
poznać, musiałby znać najważniejsze pytania
i najważniejsze zdarzenia, a te dopiero przyjdą,
uspokaja go starszy żulik znad zasiarczonego źródła.

oczajduszo, myśli pepik, i wnet koncypuje, czym ma oczać
dusza, skoro oko siebie nie zauważa, nie słyszy siebie ucho?
czy to znaczy, że dusza to nigdy oko, że przenigdy ucho,
tylko, że poza nimi? a jeśli poza - to gdzie? dlaczemu nie mogę
duszać duszy, sroży się pepik, posiorbuje i kartkę na święta
przesuwa ukradkiem poza krąg watowego światła,
tak, żeby nie widzieć troskliwego i sympatycznego
pisma, które ma w sobie - serio, kurza noga – życzenia